Za progiem
Zatrzymaliśmy się zaraz za progiem. Kilku gości obsiadło ławy, kilku innych tkwiło przy szynkwasie. - Okropna nora - szepnąłem. - Chodźmy poszukać przyjemniejszego lokalu. O Clarka można się zapytać równie dobrze jutro rano. - Chyba masz rację. Wątpię, czy tu są pokoje do spania, a stajni na pewno nie ma. Ten Clark musiał być w wielkiej potrzebie, skoro przyjął pracę w tak obskurnej knajpie. Niewiele brakowało, a wyszlibyśmy na ulicę, jednak właśnie zabrakło kilkunastu sekund. Nie wiem skąd się ten człowiek przed nami ukazał tak nagle, jakby wyskoczył spod podłogi. Nosił biały kitel sięgający kolan. Nietrudno było odgadnąć, że to ktoś z personelu. - Proszę bardzo, proszę bardzo - zagadał. - Mnóstwo miejsca, znakomite potrawy i napoje. Szybka obsługa. Siadajcie, panowie, a za chwilkę sami się przekonacie. Ani mi na myśl przyszło posłuchać zaproszenia, lecz Karol jakby się zawahał. Popatrzał na nieznajomego, nieznajomy popatrzał na mego towarzysza, podskoczył i wrzasnął: - Karol! Co tu robisz? Co za spotkanie?!
Biskupin cheap phone card księgowa warszawa La Junta .